Tuesday, 22 May 2018

Kotlety mielone z kurczaka, z marchewką i cukinią...


Składniki:
(na 10 sztuk)

500g mielonego mięsa z kurczaka
1 jajko
5 łyżek bułki tartej
sól i pieprz
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 średnia marchewka, starta na tarce o dużych oczkach
1 niewielka cukinia
bułka tarta do obtaczania
olej do smażenia
  1. Zetrzyj cukinię na tarce o dużych oczkach. Wsyp do miski, posól (2 spore szczypty powinny wystarczyć), odstaw na minimum 30 minut, a następnie bardzo, ale to bardzo dokładnie odciśnij z nadmiarowego płynu. 
  2. W drugiej misce wymieszaj mięso, jajko, bułkę tarta, paprykę, marchewkę i cukinię. Dopraw do smaku i odstaw na 30 minut do lodówki.
  3. Wilgotnymi rękami formuj niewielkie kotlety/burgery, otaczaj w bułce tartej i smaż na rozgrzanym oleju z obu stron na złotawy kolor. Podawaj w bułce i w towarzystwie frytek, albo z ziemniaczkami purée i warzywami.




Saturday, 19 May 2018

Royal wedding 19.05.2018...


Pamiętam, że pisałam już na blogu o poprzednich królewskich zaślubinach. Jeszcze w 2011 roku - klik. Teraz poprzednia para, celebrujaca narodziny trójki dzieci w przeciagu niespełna 5 lat, ma zapewne zupełnie inne zajęcia, niż udział w przyjęciach... :)   
Mam bardzo, ale to bardzo silne wrażenie, że Brytyjczycy królewskiego ślubu z prawdziwego zdarzenie nie będa świętować przez kolejnych wiele lat. Po prostu: nikogo w kolejce już nie ma i trzeba będzie poczekać na podrastajace prawnuki
 raczej, niż wnuki królowej. Zostały co prawda księżniczki Beatrice i Eugenie, ale  coś mi się zdaje, że i na nie poczekamy...

Tymczasem producenci wszelakich marek spostrzegli nadarzajaca się okazję i nie przegapili pretekstu do dodatkowego zarobku. Supermarket Iceland wypuścił na rynek ciasto cytryna + czarny bez, wzorowany na smaku ciasta z królewskiego ślubu (£8). Mr Kipling, czołowy producent ciast, dorzucił znaczace hasła na opakowaniach najpopularniejszych ciastek i tak powstały: 'Bridal Fancies', 'Princely Pies', oraz 'Wedding Whirls' (limitowana seria dla supermarketu Asda; okolice £1 każde). A producent deserów postawił na limitowana serię serniczków, inspirowanych, tu bez niespodzianek, cytrynowo-czarnobzowym smakiem tortu celebrujacej pary. 
Oczywiście producenci oferujacy wyroby z nieco wyższej półki także podażyli za przykładem. Ekskluzywny dom handlowy Fortnum&Mason postawił na mieszankę herbaciana; producent czekoladowych upominków na czekoladki-serca z wizerunkiem młodej pary (klik), a M&S na super-angielskie ciasteczka shortbread w pamiatkowej puszce (cena w okolice £20). I nie zapominajmy o Royal Mail, czyli wyspiarskiej poczcie - od kilku tygodni można było zamówić u nich serię inspirowanych wydarzeniem znaczków.











Zdjęcia: klik, klik, klikklik.

A co na gruncie codziennym? Szkoła Sofijki nie omieszkała skorzystać z zamieszania i ogłosiła poszkolna sprzedaż ciastek wszelakich. Domowych i sklepowych, podarowanych przez rodziców. A że akurat posucha cukiernicza niejaka panowała, więc byłam stęskniona za hurtowym pieczeniem, nie zastanawiałam się długo. Dwie tace biszkoptowych podstaw do cupcakes powędrowały do zamrażarki nieco wcześniej, a zabawne, plastikowe pierścioneczki przywędrowały z Chin. Do tego jeszcze wafelkowe obrazki z emoji, dwie torby cukru pudru, opakowanie maślanej margaryny do pieczenia, kolorowe posypki i wanilia... Miejsca na tacy nie zagrzały i zniknęły szybciej, niż namyślajaca się Sofijka mogła podjać decyzję, co też podoba się jej najbardziej.
:)    



  

Wednesday, 16 May 2018

"Moja Dolce Vita" Marta Grycan...


"Wyciskam życie jak cytrynę. Odkryjmy jej słodki smak razem z moja kolejna ksiażka 'Moja Dolce Vita'. Pragnę podzielić się z Wami moim sekretem, jak być szczęśliwym i młodym, nie odmawiajac sobie niczego. Wystarczy tylko wiara w siebie, uśmiech za każdym razem, kiedy spogladamy w lustro, i dosłownie kilka sekretów, które zdradzę...
  Opowiem Wam o sposobach mojej cudownej Babci, jak wydobyć z natury to, co dla nas jest najlepsze, i jak odnaleźć radość płynaca z każdego dnia. Skad czerpać apetyt na życie, energię na każdy dzień i codziennie dobrze wygladać. Cytryna, świeże zioła, chili i woda sa stałym elementem w mojej kuchni. Pokażę Wam, że przyjemność ma kolor mięty i słońca... a moja figura jest dowodem na to, że można wygladać jak STUPROCENTOWA kobieta bez żadnych ograniczeń i katorżniczych diet. Wystarczy wsłuchać się w siebie i wyczuć harmonię, a Twoje ciało powinno być Twoim przyjacielem."

Hm...

Kupiłam tę ksiażkę ot tak sobie, bez planu, bez zamiaru i za niewysoka cenę w polskiej księgarni internetowej. Dlatego nie byłam w stanie skorzystać z własnej, często powtarzanej rady - przejrzyj dokładnie, zanim wydasz pieniadze! I powiem szczerze: moim osobistym, skromnym i generalnie subiektywnym zdaniem - szału nie ma... 
  Sporo autopromocyjnych zdjęć autorki - próbka poniżej, oraz 50-stronicowy pobieżny słowniczek: 'Cudowne działanie naturalnych produktów używanych w kuchni' (tymianek, olej arganowy, sól himalajska, granat, itd.). 

A przepisy? 
Po pierwsze nie ma podanych ilości porcji - nie lubię! Czasami po prostu trudno wyczuć ileż 'Wiśni z jogurtem' można otrzymać z '1 dużego opakowania jogurtu greckiego (?), 500g wiśni mrożonych, 150g cukru i 70g żelatyny'. 
Po drugie - sporo drogawych, mało popularnych i czasochłonnych opcji, jak 'Ośmiornice w sosie pomidorowym', 'Terrina z łososia', 'Sola w szyjkach raków', czy 'Sandacz faszerowany w porach'. Tu jest problem z zakupem składników i znalezieniem czasu na wykonanie. Ja rozumiem, że to nie sa raczej codzienne propozycje, dla dzieci i po szkole, a raczej wykwintne dania dla znajomych, czy przy świętowaniu domowej okazji. Ja niestety nie posiadam jakichkolwiek opcji czasowych dla gotowania takowych...
Po trzecie - tak naprawdę nie ma za wiele odkrywczych, nowatorskich przepisów. Ot 'Naleśniki z owocami', 'Leczo', 'Rosół'. Można zajrzeć po inspirację, czy dowiedzieć się, jakiego dodatkowego składnika ewentualnie użyć, a jaki pominać. 

Czy nie ma naprawdę żadnego przepisu, którym można by było się zainspirować przy  codziennym kucharzeniu? Ja znalazłam dla siebie kilka: 'Nuggetsy w płatkach owsianych' na pewno znajda chętnych, to samo 'Placki z cukinii', czy 'Feta zapiekana z pomidorami i oregano'...
Czyli de gustibus. I narawdę warto przejrzeć dokładnie przed zakupem.
:)

Wydawnictwo G+J Gruner + Jahr Polska Sp. z o.o.; 2012 rok.         











    

Sunday, 13 May 2018

Cookies czekoladowe...


Miały być 'chewy', czyli miękkie i żujace. Moje wyszły raczej mocno chrupkie... I nie jest to w żadnym wypadku wina przepisu, ale raczej generalnej ilości rzeczy do codziennego ogarnięcie: ciacha były w piekarniku, alarm zadziałał, jak powinien, a ja zagadałam się z Małżem-Szanownym i zostawiłam je przypadkowo na kilka kolejnych minut. Prawdę powiedziawszy nic szczególnie złego się nie stało - dzieckom smakowały niesamowicie i cała partia zniknęła w przeciagu popołudnia... 

Chewy chocolate chip cookies ze strony Netmums.

Składniki:

(na 15 sztuk)

100g miękkiego masła
100g miałkiego, brazowego cukru
1 łyżka golden syrup
150g maki z proszkiem do pieczenia (self-raising)
1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)
50g kropelek z czekolady - u mnie mleczna, ale ciemna też zadziała

  1. Rozgrzej piekarnik do 170stC. Przygotuj blaszkę wyłożona papierem do pieczenia.
  2. Ubij mikserem masło, cukier i golden syrup - powinna powstać kremowa, jasna masa.
  3. Wmieszaj makę, wanilię i czekoladę. Ewentualnie zostaw w lodówce na godzinę - jeśli ciasto wydaje się za miękkie.
  4. Rozdziel ciasto na 15 części i zroluj je w rękach tak, by powstały kulki (mnie wyszło dokładnie 12 formowanych moja ulubiona łyżka). Gotowe układaj, bez spłaszczania i zachowujac odstępy, na przygotowanej blaszce.
  5. Piecz przez około 10 minut, lub do jasno-złotego koloru.
  6. Zostaw na kilka minut do przestudzenia, a następnie wyjmij na kratkę i ostudź całkowicie.

ALBO:
  • zrób kulki z surowego ciasta, zamroź i przełóż do pojemnika, lub torebki foliowej; kiedy masz ochotę na świeżo upieczone ciasteczka wrzuć je do nagrzanego piekarnika, postępujac jak powyżej, ale dodajac 1 minutę do czasu pieczenia;
  • zastap 2 łyżki maki kakao - powstana ciasteczka podwójnie czekoladowe;
  • wersja wegańska - użyj bezmlecznej margaryny i czekolady;
  • dla urozmaicenia dodaj posiekanej ciemnej czekolady, albo cukiereczków w rodzaju Lentilek.




Thursday, 10 May 2018

Jedzenie na obrazach #9...

'Still life with peach, grapes and a gold filled silver shaker' (Francja XII wiek)
[Martwa natura z brzoskwinia, winogronami i srebrna solniczka]

Paul Liegeois (lata aktywne 1640-1660) 



Monday, 7 May 2018

Zapiekanka ryżowa z sosem serowym i brokułami...

Ponieważ nie lubię wyrzucania jedzenia i zawsze poszukuję w mierę sprawnych i smacznych przepisów na kreatywne pozbycie się ewentualnych resztek, sympatyczna zapiekanka z bloga Spend with pennies zainteresowała mnie od razu. Prosty sos beszamelowo-serowy, ogólnie dostępne brokuły i resztkowy ryż. Obiad gotowy w mgnieniu oka. :) Wystarczy tylko pamiętać, żeby ugotować więcej ryżu poprzedniego dnia, lub wcześnie rano. Wtedy całość można złożyć wcześniej i tylko zapiec po południu.
Mnie bardzo smakowała i zdecydowanie powtórzyłabym eksperyment. Zdania dzieci były podzielone. Dlatego dam im może odrobineę czasu, zanim sięgnę po to danie kolejny raz...  


Składniki:

(spokojnie na 3-4 porcje)
szklanka = cup = 250ml

4 szklanki małych różyczek brokuła

3 szklanki ugotowanego na sypko ryżu

3 łyżki masła

1 niewielka cebula, posiekana drobno
3 łyżki maki
2 szklanki mleka
sól i pieprz
2-3 łyżki serka kremowego
2 szklanki startego żółtego sera (cheddar)

  1. Rozgrzej piekarnik do 180stC. Przygotuj naczynie do zapiekania, wysmarowane masłem, lub olejem.
  2. Rozgrzej masło w sporym garnku i usmaż cebulę, aż będzie miękka i przeźroczysta. Wmieszaj makę i pieprz smaż kolejne 2 minuty.
  3. Stopniowo wlewaj mleko, cały czas ubijajac. Gotuj, aż sos będzie gęsty. Zdejmij z ognia i wmieszaj serek kremowy i 1 1/2 szklanki sera żółtego. Ewentualnie dosól do smaku - tu ostrożnie, ser jest już mocno słony.
  4. W międzyczasie wrzuć brokuła na około 2 minuty do gotujacej się wody. Bardzo dokładnie odcedź.
  5. Wymieszaj ryż i brokuły z sosem serowym. Przełóż masę do naczynia i posyp pozostałym serem. Zapiekaj około 30 minut - ser powinien być apetycznie zezłocony, a całość bardzo goraca.  



Wednesday, 2 May 2018

Edynburg - co jeszcze?... #4


Edynburg jest pięknym, majestatycznym i pełnym historii miastem. I w pełni zdaję sobie sprawę z faktu, że powinniśmy byli zobaczyć znacznie więcej, zwiedzić co najmniej kilka dodatkowych miejsc. Niestety przy akompaniamencie czwórki dzieci trzeba iść na kompromisy. I wiem z doświadczenia, że zwykle po około dwóch muzeach i spędzeniu około 2 godzin w każdym, jestem już wykończona odpowiadaniem na pytania i czołganiem się pod gablotami w celem wyciagnięcia spod nich ukrywajacego się Daniela...

ALE, gdybym miała jeszcze czas, albo przy ewentualnej kolejnej wizycie, chciałabym zobaczyć jeszcze:
- Writers Museum (klik);
- Scottish National Gallery (klik);
- National Museum of Scotland (klik);
- Museum of Edinburgh (klik);
- The People's story Museum (klik) - niemal dokladnie naprzeciw poprzedniego;
- Museum on the Mound (klik);
- Palace of Holyroodhouse (klik);
oraz
- Scottish Parliament (klik).

I nie pgardziłabym także kilkoma komercyjnymi atrakcjami:
- Dynamic Earth (klik);
- Camera Obscura (klik);
i
- The Scotch Whisky Experience (klik).  

Wszystkie (niemal) wymienione atrakcje turystyczne znajduja się relatywnie blisko siebie i niemal w samym centrum miasta. Jeśli ktoś ma czas i ochotę (i £36 na bilet rodzinny 2+3) może zabrać się na wycieczkę objazdowa anutokarem (klik). Bilet jest ważny na 24 godziny, czyli teoretycznie można kontynuować kolejnego dnia i upoważnia on do trasy 'hop-on, hop-off', czyli można wysiaść gdziekolwiek się chce, zobaczyć cokolwiek jest warte zobaczenia, a następnie wrócić do jakiegokolwiek autokaru tej samej firmy.

Jeśli mamy w planach zakupy: Royal Mile (klik) i Princess Street (klik) powinnym być odpowiednim miejscem.  
  


I na sam koniec mój stały punkt programu - co i gdzie jedliśmy.
Ponieważ pogoda była taka, a nie inna i raczej nie zachęcała do piknikowania, niestety byliśmy zdani na kawiarnie/jadalnie umiejscowione w środku muzeów. Maja one to do siebie, że oferuja raczej limitowane menu i niestety sa kosztowne. Na przykład w Edinburgh Castle jest to Benugo, a przy wejściu do yachtu Britannia - Debenhams. W obu przypadkach kawa, kubełek zupy, jakieś zestawy dla dzieci, ot ciastko, czy cream tea kosztowało nas niemal £30. 
Raz, będac pomiędzy wizytami w muzeach, ratowaliśmy się kanapkami, zapiekankami i kubeczkiem zupy w sieci Greggs. Nie jest to może jakaś bardzo ambitna opcja, ale czasami (nie zawsze i wszędzie) można usiaść i zjeść w cieple zamówione kanapki i odpoczać przez chwilę, lub dwie.
A ponieważ, kiedy tylko nam się udaje, jest taka opcja i możliwość, staramy się używać raczej małych, lokalnych miejsc, a nie tych będacych częścia wielkich korporacji, z przyjemnościa zjedliśmy po pieczonym ziemniaku z nadzieniem w niewielkim miejscu na Jeffrey Street, przecznicy Royal Mile i tylko kilka minut spacerkiem od Museum of Childhood. Ceny od £3.90 do £6.90 - zależnie od wielkości i wybranego nadzienia. U nas bez niespodzianek - ulubiony tuńczyk, krewetki z majonezem i  sałatka colesław + tarty ser (to akurat ja).

A obiad? Dzieci były bardzo podekscytowane i nastawione na fakt nielimitowanego jedzenia 'fish & chips'. :) I tego się trzymaliśmy. Wybór jest spory i czasami naprawdę nie wiadomo, gdzie się zwrócić, dlatego ja zaufałam opiniom z Google i postawiliśmy na The Castle Rock Fish Bar (87 Grassmarket, Edinburgh EH1 2HJ). Przy samym zakręcie prowadzacym przez stare miasto do zamku i Royal Mile. Spora ryba z frytkami to wydatek około £7.
A w chwili desperacji, kiedy potrzebowaliśmy pomysłu na obiad, ale nikomu nie uśmiechała się wycieczka po rybę, zwróciliśmy się do Food Hall M&S (Ocean Terminal, Leith, Edinburgh, EH6 6JJ), a to przy okazji Britannii. Okazało się, że gotowe posiłki, których normalnie absolutnie nie kupuję, sa naprawę zjadliwe. Przy ofertach przy zakupie kilku produktów z tej samej linii ceny okazały się całkiem niewygórowane, a upieczona w piekarniku pizza, nadziewane grzyby, oraz wybrane przez dzieci macaroni cheese i warzywna lasagne, całkiem sympatyczne... Nie polecam i sama nie używam na codzień, ale w chwili desperacji i nagłej potrzeby moga się przydać. 

Podsumowujac. Wyprawa do Edynburga była bardzo udana. Staraliśmy się nie przejmować za bardzo wredna pogoda z zacinajacym deszczem. Zgaduję, że w pełni lata, lub na samym poczatku jesieni moglibyśmy cieszyć się większa ilościa słoneczka...
:) 







Tuesday, 1 May 2018

Edynburg - zwiedzanie z dziećmi... #3

Kolejny przystanek na naszej osobistej mapie Edynburga: St. Giles' Cathedral (Wiki). 
Piękna katedra, która jest znanym miejscem religijnym od około 900 lat. Znajduje się na Royal Mile, czyli drodze łaczacej Edinburgh Castle z Holyrood Palace. Obecny wyglad katedra uzyskała w XIV wieku, a ostatnio była odnawiana i odrestaurowana w XIX wieku. Jest na liście zabytków w kategorii 'A' (budynki o znaczeniu narodowym, lub międzynarodowym, historycznym, lub architektonicznym, albo piękne, niemal niezmienione, przykłady danego okresu, stylu, lub typu budownictwa).
Z boku - Thistle Chapel, kaplica Order of the Thistle. Zaplanowana w 1909 roku i wybudowana w 1911. Order (zakon), założony przez króla James'a VII w 1687 roku składa się ze szkockiego monarchy i 16 rycerzy. Rycerze sa mianowani na stanowisko tylko przez monarchę i sa to zwykle Szkoci majacy znaczacy wkład w sprawy narodowe i międzynarodowe. Wyrzeźbione herby wieńcza poszczególne siedzenia.  

Wstęp jest nieodpłatny, ale organizacja dobroczynna, która zajmuje się katedra prosi o datki i o opłacenie 'licencji na robienie zdjęć' - naklejka, która kosztuje £2 i upoważnia do pstrykania bez ograniczeń. Całość znajduje się na jednym poziomie, nie ma schodów i można spokojnie poruszać się z wózkiem dziecinnym/inwalidzkim.

Przy wejściu można sprawdzić o której godzinie wolontariusz/przewodnik będzie oprowadzał po kaplicy. Można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, a i pytać do woli. W naszej grupie była Amerykanka, która zapytała dosłownie: "Ja mam niemadre amerykańskie pytanie: co to właściwie jest Order of the Thistle?", na co bardzo uprzejmy przewodnik odpowiedział: "Nie ma niemadrych pytań. A Order składa się z osób powołanych przez królowa i zasłużonych dla kraju i świata, dlatego wasz Donald Trump nie ma co czekać na wiadomość..." :)       












A na koniec jedno z moich ulubionych miejsc:

42 High Street, 
Royal Mile, 
Edinburgh EH1 1TG

W szklanych gablotach można znaleźć zabawki i obiekty z dzieciństwa datowane od połowy XIX wieku, do teraz. Najstarsza zabawka to lalka z okolic 1740 roku, a towarzyszy jej miś, który przyjechał z transportem żydowskich dzieci ewakuowanych z Wiednia w 1939 roku, pluszowy Peter Rabbit z poczatku XX wieku, oraz dom dla lalek, którego poczatki sięgaja 1894 roku, a który rozrastał się i nabierał, z czasem i dzięki właścicielce, coraz bardziej nowoczesnego kształtu (bieżaca woda, światła elektryczne).
Wiktorianie byli zafascynowani miniaturami odzwierciedlajacymi codzienne życie w szczegółach, stad pokaźna kolekcja idealnie odwzorowanych, maciupeńkich obiektów służacych do umeblowania domków dla lalek. 
A niektóre lalki? Przerażajace! Zwłaszcza te częściowo woskowe... Brrr... Nie chciałabym obudzić się do czegoś takiego w kompletnie ciemnym pokoju! Nic dziwnego, że bracia Grimm i Andersen pisali to, co pisali - trauma z dzieciństwa, jak nic!
:)  


Wstęp jest bezpłatny, ale muzeum prosi o datki. Rozmieszczone na kilku poziomach i w dwóch sasiadujacych budynkach, połaczonych bardzo sprytnymi korytarzami - nie trzeba wychodzić na zewnatrz. Oczywiście wszędzie można dostać się z wózkiem - winda łaczy wszystkie poziomy, a jeśli nie jesteśmy za bardzo drobiazgowi można po prostu znieść wózek z tych kilku schodków tu i tam. Zdjęcia dozwolone wszędzie, oprócz ostatniego poziomu - wystawa zawiera ubrania dziecinne z XIX wieku; jest tam ciemnawo dla konserwacji kolorów i błyski aparatów fotograficznych nie służa im najlepiej. Tak nawiasem mówiac moje zdjęcia sa nieco przypadkowe i nieprzemyślane, a to dlatego, że aparat chwycił Khodor, a następnie zniknał w tłumie i nie mogłam się do niego dobić...